„Odczuwanie „emocji” to jedno, a jasność co do tego, jaką emocję się odczuwa, jak ona na nas wpływa i co z nią robić, to zupełnie co innego…”
(fragment z książki „Niechciane myśli i silne emocje” – J. Hershfield, B. Aguirre)
To jeden z tych cytatów, przy których mam ochotę przytaknąć całym ciałem.
Na sesjach integracji emocjonalnej bardzo często zaczynam od pytania:
„Co teraz czujesz?”
I bardzo często słyszę:
„Nie wiem. Czuję się… przytłoczona.”
Albo: „Jestem wściekła. Po prostu.”
Albo: „Mam mętlik. Chyba smutek? Ale nie jestem pewna.”
To zupełnie normalne.
Bo nikt nas nie nauczył, jak rozpoznawać emocje.
Nie uczono nas, że złość może mieć wiele odcieni – od rozdrażnienia, przez frustrację, aż po głęboki ból bycia zlekceważoną.
Nie mówiono nam, że „przytłoczenie” to często mieszanka lęku, bezradności i wstydu.
Nie pokazano nam, że aby sobie z emocją poradzić, trzeba ją najpierw nazwać i poczuć – naprawdę poczuć – w ciele.
Dlaczego nazywanie emocji jest trudne?
Bo to często oznacza wejście w kontakt z czymś, co przez lata było wypierane.
Z tym, czego kiedyś było „za dużo” albo „za szybko”.
Z bólem, który nauczyłyśmy się omijać, a nie obejmować.
Bo kiedy emocja przychodzi – szczególnie trudna, taka jak złość, lęk czy żal – uruchamiają się nasze automatyczne reakcje:
- „Nie chcę tego czuć.”
- „To bez sensu, nie mogę być teraz taka słaba.”
- „Muszę to ogarnąć, być logiczna, iść dalej.”
A tymczasem… to, czego potrzebuje emocja, to zostać zauważoną. Rozpoznaną. Nazwaną.
I dopiero wtedy może zostać zintegrowana. A wtedy jest to coś zupełnie innego niż jej „opanowanie” czy „pokonanie”.
Co się zmienia, gdy precyzyjnie nazywamy emocje?
W książce, z której pochodzi cytat, pada zdanie:
„To właśnie w precyzji skrywa się rozwiązanie problemu z silnymi emocjami.”
I rzeczywiście – dopóki mówimy ogólnikami („czuję się źle”, „mam dość”, „jest mi ciężko”), nie mamy wpływu.
Ale gdy zaczynamy dostrzegać, że to zawód, rozczarowanie, tęsknota, gniew, zazdrość – pojawia się nowy rodzaj kontaktu ze sobą.
Pojawia się przestrzeń:
Na wybór.
Na ukojenie.
Na działanie z miejsca wewnętrznej siły.
Odczuwanie emocji w ciele – klucz do wewnętrznej zmiany
A co, jeśli nie potrafię tego zrobić sama?
Nie musisz.
Właśnie dlatego stworzyłam sesje integracji emocjonalnej – przestrzeń, w której uczysz się czytać sygnały płynące z ciała, nazywać swoje emocje, rozumieć ich źródła i integrować je z poziomu akceptacji, a nie kontroli.
Pomagam kobietom:
- które czują się przytłoczone emocjonalnie,
- które nie rozumieją, dlaczego „znowu to czują”,
- które latami trzymały wszystko w sobie, aż zaczęło się wylewać,
- które chcą odzyskać kontakt ze sobą i poczuć sprawczość.
Bo emocje są po to, żeby je przeżyć, nie tłumić.
A ciało nie kłamie – trzeba tylko nauczyć się go słuchać.
📩 Chcesz nauczyć się rozpoznawać, co naprawdę czujesz – i co z tym zrobić?
Zapraszam Cię na sesję integracji emocjonalnej.
To nie jest standardowa terapia. To spotkanie z Tobą samą – głębsze, uważniejsze, transformujące.
Sprawdź moją ofertę tutaj i napisz do mnie, by umówić się na pierwszą sesję:
https://azymutzycia.pl/sesja-integracji-emocjonalnej/


