Są sytuacje, które zostają z nami na długo.
Niewypowiedziane słowa.
Żal po rozstaniu.
Złość na partnera.
Rozczarowanie matką.
Pretensje do ojca.
Poczucie niesprawiedliwości wobec szefa, przyjaciółki czy byłego partnera.
Czas mija, a emocje nadal wracają. Czasem w postaci napięcia w ciele, czasem w postaci niekończących się rozmów prowadzonych w głowie.
W takich momentach jednym z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych narzędzi do pracy własnej jest pisanie listów.
I żeby było jasne – tu nie chodzi o to, by je komukolwiek wysyłać. Sednem tej metody jest danie głosu temu, co od dawna w Tobie domaga się zauważenia.
Dlaczego pisanie pomaga?
Większość z nas w dzieciństwie nauczyła się kontrolować emocje, a nie je przeżywać.
Złość tłumimy.
Smutek odkładamy na później.
Rozczarowanie racjonalizujemy.
A poczucie krzywdy próbujemy jak najszybciej zamieść pod dywan, bo przecież „inni mają gorzej.”.
Problem w tym, że emocje, których świadomie nie przeżyjemy, nie znikają.
Zapisują się jako wzorzec działań, „zostają” w ciele i wracają przy podobnych sytuacjach.
Wpływają na nasze relacje i decyzje.
Pisanie zaś pozwala zatrzymać się i usłyszeć siebie. Daje przestrzeń, by nazwać to, co naprawdę czujemy, bez oceniania siebie, bez bycia idealnym, poprawnym i bez konieczności tłumaczenia się przed kimkolwiek.
Kiedy warto napisać taki list?
Gdy:
- nie możesz przestać myśleć o jakiejś sytuacji,
- czujesz żal lub złość do konkretnej osoby,
- wracasz do tych samych wspomnień,
- masz poczucie, że „coś siedzi w Tobie”,
- trudno Ci zamknąć w głowie temat rozstania,
- czujesz napięcie w relacji z rodzicem, partnerem lub dzieckiem,
- masz pretensje do samej siebie.
Co ważne, adresatem listu nie musi być tylko druga osoba.
Możesz napisać do byłego partnera, mamy lub taty, przyjaciółki, szefa ale też do: własnego ciała, swojej choroby, pieniędzy, a nawet do siebie samej.
Ćwiczenie: Trzy listy
Jednym z ciekawszych narzędzi wykorzystywanych w pracy z emocjami jest technika trzech listów.
Nie chodzi w niej o udowodnienie komuś racji ani zmuszenie się do wybaczenia.
Jej celem jest przejście przez emocje i zobaczenie sytuacji z szerszej perspektywy.
Technika trzech listów wywodzi się z metody Radykalnego Wybaczania stworzonej przez Colina Tippinga. Choć nazwa może sugerować, że chodzi przede wszystkim o wybaczenie drugiej osobie, w praktyce jest to przede wszystkim proces spotkania z własnymi emocjami, potrzebami i sposobem przeżywania trudnych doświadczeń.
W tej technice nie musisz być gotowa od razu do wybaczenia ani zmieniać swojego zdania o tym, co się wydarzyło. Wystarczy, że pozwolisz sobie szczerze poczuć i nazwać to, co nadal nosisz w sobie.
List pierwszy – powiedz wszystko
W pierwszym liście jest miejsce na pełną szczerość, każde emocje, a nawet przekleństwa.
Napisz wszystko, czego nigdy nie powiedziałaś. Nie musi to być nawet prawdą, ale chodzi o te momenty, gdzie może chciałaś coś powiedzieć, ale z jakichś powodów się powstrzymałaś.
Możesz pisać o emocjach typu: złość, żal, rozczarowanie, poczucie odrzucenia, bezsilność czy smutek. Ale najważniejsze jest to, że gdy o nich piszesz – to POCZUJ je tak, jak je kiedyś właśnie czułaś. Właśnie pozwolenie sobie na uważne poczucie emocji sprawi, że będą mogły odpuścić i nie wracać w postaci napięć w ciele.
Nie cenzuruj się.
Nie skupiaj się na opisywaniu historii krok po kroku. Skup się na tym, co czułaś i nadal czujesz. Właśnie kontakt z emocjami jest najważniejszą częścią tego etapu.
List drugi – czego tak naprawdę potrzebowałaś?
Kiedy pierwsze emocje opadną, spróbuj spojrzeć głębiej.
Zadaj sobie pytania:
- Za czym wtedy tęskniłam?
- Czego potrzebowałam?
- Co zostało niezaspokojone?
- Jakie moje granice zostały przekroczone?
- Czego zabrakło mi w tej relacji?
Bardzo często pod złością odkryjesz potrzebę miłości, bezpieczeństwa, szacunku, uznania lub bliskości. Na tym etapie spotykasz się ze swoimi niezauważanymi wcześniej potrzebami.
List trzeci – czego mogę się z tej sytuacji nauczyć?
Ten etap bywa najtrudniejszy. Nie usprawiedliwiasz w nim czyjegoś zachowania i nie udajesz, że nic się nie stało.
Chodzi o zadanie sobie pytania:
Co ta sytuacja pokazała mi o mnie samej?
Co mogę z tego doświadczenia zabrać dla siebie?
Być może nauczyła Cię stawiania granic.
Być może pomogła zauważyć własne potrzeby.
Być może pokazała schemat, który od lat powtarza się w relacjach.
A potem?
Nie wysyłaj tych listów.
To nie jest narzędzie do rozwiązywania konfliktów z innymi tylko do spotkania z własnymi emocjami.
Możesz podrzeć list i wyrzucić go.
Spalić go symbolicznie.
Albo zachować i wrócić do niego za kilka miesięcy, i dopiero wtedy go wyrzucić.
Najważniejsze jest nie to, co zrobisz z kartką, tylko to, że pozwolisz sobie poczuć to, co być może przez długi czas było zamrożone w Twoim ciele.
Na koniec
Jeśli dotarłaś do tego akapitu, to pewnie nie raz szukałaś sposobu, by przestać czuć złość, żal czy rozczarowanie. Dzięki tej metodzie z listami będziesz mogła zauważyć swoje emocje i je w końcu odpuścić.
Czasem wystarczy kartka papieru. Kilka stron zapisanych odręcznie.
I odwaga, by przez chwilę pobyć ze sobą naprawdę szczerze.
Nie musisz przechodzić przez to sama
Jeśli czujesz, że emocji jest zbyt dużo, trudno Ci samodzielnie dotrzeć do tego, co naprawdę przeżywasz, albo potrzebujesz bezpiecznej przestrzeni do ich przeżycia i zrozumienia, zapraszam Cię na sesję integracji emocjonalnej.
Podczas spotkania wspólnie przyjrzymy się temu, co dzieje się w Tobie, odnajdziemy emocje ukryte pod złością, żalem czy lękiem i poszukamy drogi do większego spokoju oraz sprawczości w relacjach.
Dowiedz się więcej o sesji integracji emocjonalnej
O autorce
Monika Dłużewska – coachka, prowadzi sesje ustawień systemowych i jest Przewodniczka w świecie relacji i emocji. Specjalizuje się w pracy z kobietami, by budowały związki, w których nie muszą dopraszać się o uwagę ani rezygnować z siebie.


